niedziela, 23 września 2012

Rozdział II

 Victor przypomniał sobie całą sytuację. To on potrącił ojca Meg, to on nie wysiadł z auta, aby pomóc poszkodowanemu, to jego nic nie obchodziło. Meg była zrozpaczona. Wtem sobie przypomniała słowa ciotki Renaty: "W twoim życiu pojawi się tragedia. Dzięki temu poznasz mężczyznę swojego życia. Zgotuje ci niebo i piekło". To wypadek ojca ma być tą tragedi? Meg już zaczęła tracić rozum.
 A Victor nie zatrzymał się, aby pomóc jej nieprzytomnemu ojcu. Nie interesowało go to wcale. Więc pojechał dalej. A dziewczyna niech sobie robi, co chce. W gruncie rzeczy myślał o tym, czy człowiek ten umarł, czy nadal żyje. Przecież i tak zaraz przyjedzie pogotowie, pomyślał. Nic mu nie będzie. On musi żyć. Lecz nie to go martwiło. Najbardziej zmartwił się tym, co na to powie Niall. Będzie zły i to bardzo, ale trzeba dać jakieś wytłumaczenie. Przecież nie powie, że potrącił ojca dziewczyny, której w ogóle nie znał.
 Zastał Nialla, Sonię i Ellie przy stoliku. Dosiadł się do nich.
 - Co to za mina? - zapytała go Sonia. Zmartwiła się o brata.
 - Stało się coś? - powtórzyła Ellie.
 - Niestety, Niall... - zaczął Victor. - Twój samochód uległ... Powiem inaczej: miałem mały wypadek.
 Sonia przestraszyła się.
 - Ale nic ci nie jest?
 - Nie, mnie nie. Samochodowi tak. Drobne zadrapania. Pokryję wszystkie koszty.
 - To nic, załatwimy to - nie przejął się niczym Niall.
 - Mam nadzieję, ze nic nikomu się nie stało.
 Victor na ten temat nie chciał rozmawiać. Aby nie wzbudzać podejrzeń, postanowił zmienić temat.
***
 Meg zadzwoniła do Alex i Jessie. Wspólnie przyjechały do szpitala. Meg na nich czekała. Wkrótce wyszedł lekarz. Skończyli robić operację nad jej ojcem.
 - Panie doktorze, niech pan powie, co z naszym ojcem? - zapytała się Meg.
 - Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Niestety, nie udało nam się ocalić pacjenta.
 Alex zawyła z rozpaczy. Straciła drugiego ojca! Wprawdzie nie był jej prawdziwym, ale traktowała jak prawdziwego, gdy straciła tamtych obojga rodziców. Jej świat nagle się zawalił. A co miała powiedzieć Meg. To był jej jedyny rodzic! Nie ma teraz ani matki, ani ojca. Przepuszczała, że coś się z nim niedobrego dzieje. Ale nie aż tak. Stały teraz z siostrą przy kolumnie, otoczone przez chodzące pielęgniarki, lekarzy. Na krzesłach siedzieli inni pacjenci i wpatrywali się w nie. Niewykluczone, że im współczują. Żółte ściany się wydały straszniejsze, beznadziejne. Alex ani Meg nie wiedziały dlaczego. Śmierć ojca będzie trudno w sobie pogodzić. A tak go kochały! Utrata kogoś bliskiego bardzo boli. Lecz Meg zadała sobie pytanie: dlaczego akurat musiało ją i jej przyszywaną siostrę to spotkać?! Czy jeszcze mało straciła?! Nie miała już nikogo, oprócz cioci Renaty. Alex, młodsza o kilka miesięcy od Meg, uważała tak samo.

***

 Tymczasem w firmie aż tłumiło się od ludzi na zewnątrz. Światła rozbłysły i wtem rozsunęła się szara kurtyna aby pomóc pokazać nowy samochód. Wszyscy byli zachwyceni. Jeden z najnowszych modeli. Wspaniale sprzedaje się w Azji, Europie i Ameryce. Nareszcie trafił do Londynu. Ten kompaktowy samochód przewyższa wozy w swojej klasie. Oto najnowszy Chevrolet Cruze. 
 Obok samochodu stała dziewczyna jak kwiat cudowna, z rudymi włosami, oczami w kolorze masła orzechowego. Palcami dotykała auta, gestem zachęcającym do użycia nowej marki. Uśmiechała się nawet promiennie.
 Victor początkowo nie zwrócił na nią uwagi. Podszedł do nowego auta Nialla, który pożyczył od niego i który uszkodził. Teraz wyglądał na nowego, jeszcze piękniejszego, niż przedtem.
 - Ten ci się spodoba - rzekł Victor do Nialla i z marmurowych schodów podążył w kierunku auta.
 - Obłędna maszyna! - pochwalił zadowolony Niall. - To jest wóz! Niesamowite!
 Jedna z pracownic firmy powiedziała:
 - Korwente. Edycja specjalna.
 Uśmiechnęła się, po czym rzekła do Nialla:
 - Lubi pan samochody?
 - Fascynują mnie - odparł Niall bez namysłu. - Są moją rozrywką i pasją.
 Natomiast Victor rzekł:
 - Ciężko pracujesz. Zasługujesz na takie auto.
 - Wiem. Wolałbym niebieski.
 A pracownica, usłyszawszy to, powiedziała:
 - Zaraz się tym zajmę.
 W czasie, kiedy Niall oglądał nowe auto, Victor podążył wzrokiem na tajemniczą dziewczynę. Dla niego była jedyna w swoim rodzaju. Cudo. "Oto moja nowa zdobycz" - pomyślał. Niall również ją podziwiał. Niall jednak patrzył na nią tak, jakby sobie coś przypominał.
 - Gdzie ją widziałem? - pytał samego siebie.
 - Stawiam stówę, że da mi numer telefonu i buziaka - oznajmił z zadowoleniem Victor.
 Niall popatrzył na niego wzrokiem pełnym zdziwienia.
 - Znudziła ci się Ellie?
 - Była zbyt łatwa. Facet lubi polować. Osaczać kobietę. Poszaleć dla niej. Ta mi się podoba.
 Podszedł do niej.
 - Cześć. Mogę zrobić zdjęcie? Proszę się uśmiechnąć.
 Dziewczyna zgodziła się.
- Wybacz, musiałem ci zrobić zdjęcie. Znajomi nie uwierzą. Jesteś nieziemsko piękna.
- Ja tu pracuję.
- O której kończysz? Będę czekać do śmierci.
- Dziękuję, ale... Nie jestem zainteresowana.
Victor nie chciał ustąpić.
- Mówisz tak, choć się nie znamy?
- Proszę mi pozwolić pracować.
- Zaczekaj. A dasz mi całusa?
- Jak mnie pan puści.
Victor puścił ją wedle rozkazu, lecz ona nie dała mu buziaka, tylko popchnęła. Nie chciała nikogo obok siebie. Zaraz podszedł Niall do nich i klepnął przyjacielsko Victora po plecach, śmiejąc się, że mu się nie udało poderwać dziewczyny. Natychmiast poznał dziewczynę. Tak, to ona. Był tego pewien.
- Poznaję cię. To ty robiłaś mi masaż. Pani... Meg?
Lecz ona smutno obejrzała się na niego i słowem nie odezwała.
- Tak, to ja pana masowałam. I co?
- Nie mogę zapomnieć. Ramię wciąż mnie boli - oznajmił z uśmiechem Niall.
- Należało się panu. Za... brak szacunku. Przez pana mnie wyrzucili.
Niall odparł tylko cicho:
- Cieszę się.
- Antypatyczny gość - rzuciła przez zęby ze złością Meg.
A Victor, słysząc to, co mówi, rzekł:
- Odważna laleczka.
- Odważna i bezczelna - dodał Niall.
- Mam gdzieś to, co o mnie myślicie - Meg wydawała się jeszcze bardziej arogancka i odsunęła się.
- A powinnaś - znów ozwał się chłopak. - Ja też jestem klientem.
- Nie boję się pana!
A kiedy odeszła, potknęła się i mało brakowało, aby się przewróciła. To byłby prawdziwy obciach, gdyby wylądowała na ziemi. Wtem złapał ją Niall i przybliżył do siebie. Byli teraz twarzą w twarz.
Czuł coś wielkiego, nie wiedział tylko co. Patrzył się na nią wzrokiem pełnym ciepła. Ona również na niego takim wzrokiem patrzyła. Czymś takim nie obdarzył Sonię, tylko akurat ją. Tylko co to takiego było? Meg czuła się dokładnie jak królowa, ale nie chciała być łatwa. Spoliczkowała chłopaka pomimo tego, że był jej wielkim idolem.
 Meg szła teraz i nie wiedziała, co robić. Zatrzymała się w recepcji firmy i rozmyślała. Czy to był Niall? Czy może ktoś bardzo podobny do niego? Wyglądała teraz jak prawdziwa marzycielka. Ani na chwilę nie mogła o nim zapomnieć. Nie spostrzegła nawet, jak podszedł do niej jeden zastępca szefa agencji One Direction.
- Podobno spoliczkowała pani klientów.
- Tak, mogę to wyjaśnić.
Ale on spojrzał na nią ponuro, jakby sobie tego nie życzył i powiedział ostrym tonem:
- Nie ma takiej potrzeby. Proszę zwrócić uniform. Zwalniam panią.
Meg nie załamała się tak, jak przedtem. Czuła, że to wszystko przez tych dwóch, zwłaszcza przez tego Nialla. Nie była w pełni przekonana, że to on. Może ktoś inny? Stała zirytowana i zdenerwowana.

***

 Alex leżała w łóżku i czytała książkę, kiedy zza fioletowej ściany usłyszała znajomy głos i kroki mężczyzn. Była to Annette i... któż jeszcze? Wyszła z pokoju i poszła zobaczyć, co się dzieje. W pokoju gościnnym zastała przyjaciółkę i dwóch mężczyzn, którzy wnosili jakieś ogromne płaskie pudełko, zakryli taśmami nazwę rzeczy, którą przywieźli, a Alex nie wiedziała, co to jest.
- Mamy go podłączyć? - zapytał jeden z panów.
- Tak, oczywiście. Ja tego nie zrobię - zbuntowała się Annette.
- Rany! Co to?
- Cudo. Najnowszy model. Super rozdzielczość - ucieszyła się dziewczyna. - Będziemy oglądać seriale...
Alex wyrwała się z radości. Nie wiedziała, co powiedzieć.
- Naprawdę go kupiłaś?
- Piękne dziewczyny niczego nie kupują. Dostałam to od znajomego.
- Mmm, chyba bardzo cię kocha!
- Ja też umiem kochać... - odpowiedziała smutno Annette.

***

Wśród natury na ciepłym wietrze, Victor i Niall gawędzili sobie. Słońce dopisało. Pogoda było przepiękna. Róże wydały śliczny zapach. Inne kwiaty również. Oboje chcieli w takim otoczeniu rozmawiać.
- Szlag mnie trafia, jak myślę o tej małej w firmie - powiedział Niall ze śmieszkiem na twarzy.
- Tylko cię spoliczkowała - dodał z jeszcze większym śmieszkiem Victor.
- Co cię tak śmieszy? Ponoć dała ci buziaka i telefon. Pokaż.
Ale Victor nie miał czego pokazywać. Nie udało mu się zdobyć dziewczyny. Nie była taka łatwa jak Ellie. To zupełnie inna dziewczyna. Trudna do zdobycia. Będzie trzeba o nią walczyć.
- No... Ma trudną rękę. Dawno nie widziałem takiej pięknej dziewczyny. Skąd ją znasz?
- Masowała mnie.
- A, uszkodziła ci ramię!
- Cudowna kobieta.
Na to weszła Sonia. Usłyszała "cudowną kobietę" i zastanawiała się, kim ona może być.
- O kim rozmawiacie? - zapytała.
- Nikim - odrzekł Niall. - Dziewczyną, która popsuła nam podziwianie samochodu.

***

Meg wróciła i przyszła do kuchni. Łzy jej stanęły w oczach. Jej świat nagle się zawalił. Karty dobrze mówiły. Ciocia Renata miała rację. W jej życiu wydarzyła się tragedia, ojciec umarł, nie może znaleźć pracy, chłopcy złośliwie zaczepiają. To wszystko przyprawia o dreszcze. Meg napiła się soku jabłkowego i rzekła:
- Tato, jak bardzo mnie ciebie brakuje...
I nagle wyłonął się jej zza ściany nieznany chłopak.
- Cześć - powiedział. - Jestem Jake, przyjaciel Annette. A ty?
- Hej, jestem Meg.
- Jesteś tu nowa, widzę - kontynuował rozmowę chłopak. - Annette mi dzisiaj o tobie opowiadała.
- Tak? Co ci mówiła?
- Opowiedziała dlaczego tu przyjechałaś z siostrą, jak jej tam... Alex.
Rozmowa nie kleiła się. Wkrótce przystojny chłopak odszedł, a Meg rozmyślała nad swoim losem. Bardzo brakowało jej ojca. Nikt nie mógł zniwelować jej bólu po stracie ojca. A Alex? Ona dopiero przeszła! Straciła niegdyś prawdziwych rodziców, teraz przyszywanego ojca, matka gdzieś znikła... Nie, tak nie może być. Meg zaczęła tracić rozum. Nikt nie mógł zaspokoić jej tęsknoty za ojcem. Gdyby tylko można było cofnąć czas... Ale to jest niemożliwe. Trzeba sobie radzić, iść naprzód śmiało.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz