piątek, 19 października 2012

Rozdział IV (niedokończony)

Wymiana spojrzeń trwała dłużej, niż oboje przypuszczali. Meg zrobiła minę, jakby zjadła cytrynę i dotknęła palcem kostki u prawej nogi. Bolała ją. Nie mogła wstać, gdyż ciężar opadł i na prawą nogę, bolało ją to bardzo.

czwartek, 11 października 2012

Rozdział III

Victor wrócił wcześniej z pracy. Usiadłszy w wygodnym fotelu, przyglądał się pokojowi, w którym się znajdował, czekał na matkę i myślał o tym, co jej powiedzieć. Miał dobrą wiadomość. Od kiedy Hannah zginęła, dom wlukł się. Jedna służka to mało. Potrzeba jeszcze jednej. Co najmniej jeszcze jednej. Anna próbowała znaleźć drugą służącą, lecz w Londynie nie było ludzi chętnych, a poza tym miastem również nie. Postanowiła być cierpliwą i czekać, aż los jej kogoś zniesie.
Weszła więc do pokoju, w którym znajdował się jej syn. Ubrana w czarną garsonkę i spodnie w tym samym kolorze, spojrzała z niepokojem na Victora. Oczekiwała złych wieści. Aby nie wzbudzać u syna negatywnych podejrzeń, spojrzała na żółtą ścianę, na której wisiały wielkie słynne obrazy. Ta komnata wydawała się jej straszna. Straszna, bo oczekuje strasznych wiadomości. Złoty żyrandol już zaczął drgać dla niej, choć tak naprawdę wcale się nie ruszał. Blask przez krystalicznie czyste szyby wydawał się nieść blask złowrogiego dnia. Bordowy dywan zdawał się załamywać pod nią, właśnie tak, jakby to już miał być koniec świata. Anna jest przekonana, że usłyszy okropną informację. Jest pewna, ponieważ zawsze Victor przychodził właśnie do tego pokoju, by poinformować ją o bardzo złej, tragicznej sytuacji. Była w głębi duszy przerażona.
Nie zapytała Victora, co się stało. Coś okropnego to na pewno. Nie chciała się narzucać, nie chciała wywoływać wilka z lasu. Victor jednak nie czekał na pytanie. Uśmiechnął się i podparł bródkę.
- Mamo...
Matka nie zważała na jego słowa. Ręką, na której zawsze miała czarną rękawicę, dotknęła białych jak śnieg papierów na brązowym jak drewno biurku, udając, że nic się nie dzieje i za nic nie chcąc dowiedzieć się, co się dzieje.
- Mamo! - krzyknął Victor. - Co się dzieje?
Anna nie była już obojętna na to pytanie. Popatrzyła na syna.
- Chciałam o to samo zapytać - rzekła.
- Ech, nic się nie stało złego, zupełnie nic. Pamiętasz, jak mówiłaś, że Hannah ktoś zamordował? Nie mamy drugiej służącej. Nasz dom rusza się wolno, potrzebujemy nowej pokojówki.
Kobieta westchnęła z ulgą. Czuje, że Victor mówi prawdę, ale nie jest do końca przekonana, że nic się nie stało. Spojrzała na niego wzrokiem pytającym. Syn nie odpowiedział. Zapytała go:
- Więc co w związku z tym?
- Zatrudniłem nową służącą. Od jutra powinna się już tu pojawić.
- To dobrze - odpowiedziała. - Brakuje nam służki, na szczęście jutro już się pojawi.
Victor poszedł zajrzeć do Nialla. Blondyn siedział na łóżku i przeglądał nową gazetę. Sonii nie było. Została na castingu. Nie wiedział, od czego zacząć rozmowę, ale zdecydował się oznajmić mu o nowej służącej.
- Cześć. Chcę cię poinformować, że jutro pojawi się tu nowa służąca. Akurat brakowało nam służki, przez to dom pracował wolno, mam nadzieję, że od jutra tępo wzrośnie.
- To super. Wiesz już, jak ma na imię i kim jest?
- No, tak dobrze jej nie znam, a ma na imię Margaret, Meg. Przyjechała z Polski już dawno, mieszkała w Menchesterze, aż kilka dni temu tutaj przyjechała z ojcem i przyszywaną siostrą. A to dopiero się zdziwisz, kiedy ci więcej opowiem! A właściwie nie... Sam zgadnij, kto nią jest.
Niall przypomniał sobie wszystkie ostatnie dziewczyny, ale o Meg zupełnie zapomniał.
- Nic mi nie przychodzi do głowy.
- Nie kojarzysz Meg?! - wykrzyknął zirytowany Victor.
- Nie.
- To ta, która cię spoliczkowała na dworze agencji! To ta, która kusiła ludzi do podjęcia decyzji nad kupnem nowego auta.
Niall w tejże chwili przypomniał sobie uroczego rudzielca i się uśmiechnął z niedowierzeniem.
- Nie gadaj, że ona tu będzie pracować. Myślisz, że ci uwierzę? Próbujesz mnie wrobić!
Victor jeszcze bardziej zirytowany, tym razem nie wierzył kumplowi w to, co mówi.
- Niallu Horanie, nie poznaję cię! Naprawdę nie wierzysz staremu kumplowi w to, co mówi? Jutro na pewno uwierzysz, kiedy zobaczysz, jak będzie tu obsługiwać mojego tatę, mamę i dom.
- No okej - mruknął Niall. - Skoro będzie tu pracować, to lepiej dla nas. Coś jeszcze?
Victor zawahał się, czy to powiedzieć. Kumpel kumplem, zdecydował się więc rzec coś takiego, co wydaje się być tajemnicą.
- Zamierzam ją poderwać.
Niall się uśmiechnął szyderczo, ale jednocześnie przyjacielsko.
- Myślisz, że ona ci ustąpi? Jest taka nietykalska!
- Żadna dziewczyna mi się nie oprze - rzekł stanowczo Victor, tak jak mały chłopiec który chce jakąś zabawkę, że aż tupie nogami. - Stawiam dziesięć funtów, że uda mi się ją poderwać.
 
 
***
 
 
Następnego ranka Meg zjawiła się w nowej pracy. Na początku przyglądała się nowemu domowi, a potem zabrała się do roboty. Z początku jej nie wychodziło. To zbiła szklankę, to wysypał się jej cukier. Meg była rozdrażniona i zestresowana, myślała, że lada chwila straci pracę. Anna kilkakrotnie wzróciła jej uwagę, ale do dziewczyny nic nie docierało. Obserwowali to Niall z Victorem. Jeden, jak i drugi był zauroczony dziewczyną. W końcu Anna, wściekła na nową pracownicę, zdenerwowała się aż tak bardzo, że postanowiła zwolnić ją.
- Pani Anno, proszę, niech pani tego nie robi - błagała Meg. - Nie mogę stracić tej pracy. Ona jest dla mnie bardzo ważna.
- Nie - powiedziała stanowczo Anna. - Tyle razy ci zwracałam uwagę, ale ty dalej swoje. Nie chcę takiej pracownicy. Jesteś zwolniona.
Meg odeszła w smutku. Wtem zza drzwi wychyliły się dwie znajome głowy: Nialla i Victora. Ubłagali Annę, żeby się zgodziła, aby dziewczyna została.
- Dobrze - zgodziła się Anna. - Daję ci, Meg, jedną, jedyną szansę. Następnym razem bez litości stąd wylecisz. I nigdy nie wrócisz.
Tymczasem Sara, służąca w wieku 50 lat, obserwowała Meg, jak kręciła się obok James'a, służyła mu, a on był z niej taki zadowolony. James, staruszek już, czuł się jeszcze na siłach, aby umierać, a więc życie mu się przedłuży. Uśmiechał się do dziewczyny. Sara nie mogła tego znieść. Nie mogła się na to patrzeć. Była zazdrosna. Denerwowała ją obecność Margaret. Postanowiła uprzykrzyć jej życie tak, aby stąd się wyniosła raz na zawsze. James, choć był stary już na małżeństwo, podobał się jej, a Meg najwyraźniej był zachwycony. Nie jako zakochany, lecz jako dobry towarzysz. Zazdrość Sary nie mogła na to pozwolić. Sara postanowiła zagadać dziewczynę.
- Meg, ładnie się błaźnisz przy panu James'ie.
- Saro, o co ci chodzi? - zdziwiła się dziewczyna. - Od kiedy tu jestem, jesteś wobec mnie chłodna i obojętna. Nie chcesz, żebym tu była. Ale to moja praca. Nie mogę jej stracić. Już przez ciebie stracić ją mogłam, bo mnie ciągle stresowałaś, jednak teraz nie będę ciebie słuchać.
Sara wydała na twarzy niemiły gest. Taki gest, który znaczył, że kobieta chce uderzyć Margaret w twarz. Od tej pory postanowiła z całego serca znienawidzić nową pracownicę. A uprzykrzać jej życie będzie, czy tego Meg chce, czy nie. A Meg, jakby to spostrzegając, jeszcze złośliwiej powiedziała:
- Nie łudź się, że będę się przejmować pani słowami. Potrafię się odwzajemnić pięknym za nadobne. Zapamiętaj sobie tę zasadę. Będzie dotyczyć twojego zachowania.
Sara spojrzała na nią przez zaciśnięte zęby. Nie, to już była przesada. Postanowiła wymyślić coś, co skłoni Meg do odejścia z tego miejsca. Wzięła psa, Rexa, który nie lubi nieznajomych. Spuściła go ze smyczy, ale za nim to zrobiła, powiedziała cicho do niego: "No, spisz się. Pozbądź się tej gówniary". Pies pobiegł za Meg i chciał ją zaatakować. Meg nie wiedziała, co się dzieje i uciekała, gdzie ją tylko oczy poniosą. Czuła strach przed tym, że tak potężny pies może jej coś zrobić. Wybiegła z domu, a pies wciąż ją złowrogo gonił. Uniosła swoje ciało i przeskoczyła przez bramę. Wydawało się jej, że Rex za nią wyskoczy i obejrzała się za siebie. Nie zauważyła, że znalazła się na środku ulicy. W tym momencie wyjechał niebieski samochód. Nowoczesny, stylowy. Meg czuła, że to koniec jej życia. Na szczęście w porę auto zahamowało i wyszedł kierowca. Był to Niall, który wracał z pracy do domu. Szybko podszedł do dziewczyny.
- Nic ci się nie stało?
- Nie - odparła Meg i podniosła się.
Popatrzyła na Nialla. On również na nią patrzył. Zrodziło się wówczas coś wielkiego. Nie wiedzieli oboje, co to takiego było. Ale przyjemnego, prawdziwego. Wymiana spojrzeń znaczyła coś więcej, niż tylko spojrzenia. Wyczuwali w sobie ciepło, radość. A także coś więcej - jakieś uczucie, ale nie wiedzieli jakie. Gdyby tylko można było czytać w swoich myślach!