niedziela, 23 września 2012

Rozdział II

 Victor przypomniał sobie całą sytuację. To on potrącił ojca Meg, to on nie wysiadł z auta, aby pomóc poszkodowanemu, to jego nic nie obchodziło. Meg była zrozpaczona. Wtem sobie przypomniała słowa ciotki Renaty: "W twoim życiu pojawi się tragedia. Dzięki temu poznasz mężczyznę swojego życia. Zgotuje ci niebo i piekło". To wypadek ojca ma być tą tragedi? Meg już zaczęła tracić rozum.
 A Victor nie zatrzymał się, aby pomóc jej nieprzytomnemu ojcu. Nie interesowało go to wcale. Więc pojechał dalej. A dziewczyna niech sobie robi, co chce. W gruncie rzeczy myślał o tym, czy człowiek ten umarł, czy nadal żyje. Przecież i tak zaraz przyjedzie pogotowie, pomyślał. Nic mu nie będzie. On musi żyć. Lecz nie to go martwiło. Najbardziej zmartwił się tym, co na to powie Niall. Będzie zły i to bardzo, ale trzeba dać jakieś wytłumaczenie. Przecież nie powie, że potrącił ojca dziewczyny, której w ogóle nie znał.
 Zastał Nialla, Sonię i Ellie przy stoliku. Dosiadł się do nich.
 - Co to za mina? - zapytała go Sonia. Zmartwiła się o brata.
 - Stało się coś? - powtórzyła Ellie.
 - Niestety, Niall... - zaczął Victor. - Twój samochód uległ... Powiem inaczej: miałem mały wypadek.
 Sonia przestraszyła się.
 - Ale nic ci nie jest?
 - Nie, mnie nie. Samochodowi tak. Drobne zadrapania. Pokryję wszystkie koszty.
 - To nic, załatwimy to - nie przejął się niczym Niall.
 - Mam nadzieję, ze nic nikomu się nie stało.
 Victor na ten temat nie chciał rozmawiać. Aby nie wzbudzać podejrzeń, postanowił zmienić temat.
***
 Meg zadzwoniła do Alex i Jessie. Wspólnie przyjechały do szpitala. Meg na nich czekała. Wkrótce wyszedł lekarz. Skończyli robić operację nad jej ojcem.
 - Panie doktorze, niech pan powie, co z naszym ojcem? - zapytała się Meg.
 - Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Niestety, nie udało nam się ocalić pacjenta.
 Alex zawyła z rozpaczy. Straciła drugiego ojca! Wprawdzie nie był jej prawdziwym, ale traktowała jak prawdziwego, gdy straciła tamtych obojga rodziców. Jej świat nagle się zawalił. A co miała powiedzieć Meg. To był jej jedyny rodzic! Nie ma teraz ani matki, ani ojca. Przepuszczała, że coś się z nim niedobrego dzieje. Ale nie aż tak. Stały teraz z siostrą przy kolumnie, otoczone przez chodzące pielęgniarki, lekarzy. Na krzesłach siedzieli inni pacjenci i wpatrywali się w nie. Niewykluczone, że im współczują. Żółte ściany się wydały straszniejsze, beznadziejne. Alex ani Meg nie wiedziały dlaczego. Śmierć ojca będzie trudno w sobie pogodzić. A tak go kochały! Utrata kogoś bliskiego bardzo boli. Lecz Meg zadała sobie pytanie: dlaczego akurat musiało ją i jej przyszywaną siostrę to spotkać?! Czy jeszcze mało straciła?! Nie miała już nikogo, oprócz cioci Renaty. Alex, młodsza o kilka miesięcy od Meg, uważała tak samo.

***

 Tymczasem w firmie aż tłumiło się od ludzi na zewnątrz. Światła rozbłysły i wtem rozsunęła się szara kurtyna aby pomóc pokazać nowy samochód. Wszyscy byli zachwyceni. Jeden z najnowszych modeli. Wspaniale sprzedaje się w Azji, Europie i Ameryce. Nareszcie trafił do Londynu. Ten kompaktowy samochód przewyższa wozy w swojej klasie. Oto najnowszy Chevrolet Cruze. 
 Obok samochodu stała dziewczyna jak kwiat cudowna, z rudymi włosami, oczami w kolorze masła orzechowego. Palcami dotykała auta, gestem zachęcającym do użycia nowej marki. Uśmiechała się nawet promiennie.
 Victor początkowo nie zwrócił na nią uwagi. Podszedł do nowego auta Nialla, który pożyczył od niego i który uszkodził. Teraz wyglądał na nowego, jeszcze piękniejszego, niż przedtem.
 - Ten ci się spodoba - rzekł Victor do Nialla i z marmurowych schodów podążył w kierunku auta.
 - Obłędna maszyna! - pochwalił zadowolony Niall. - To jest wóz! Niesamowite!
 Jedna z pracownic firmy powiedziała:
 - Korwente. Edycja specjalna.
 Uśmiechnęła się, po czym rzekła do Nialla:
 - Lubi pan samochody?
 - Fascynują mnie - odparł Niall bez namysłu. - Są moją rozrywką i pasją.
 Natomiast Victor rzekł:
 - Ciężko pracujesz. Zasługujesz na takie auto.
 - Wiem. Wolałbym niebieski.
 A pracownica, usłyszawszy to, powiedziała:
 - Zaraz się tym zajmę.
 W czasie, kiedy Niall oglądał nowe auto, Victor podążył wzrokiem na tajemniczą dziewczynę. Dla niego była jedyna w swoim rodzaju. Cudo. "Oto moja nowa zdobycz" - pomyślał. Niall również ją podziwiał. Niall jednak patrzył na nią tak, jakby sobie coś przypominał.
 - Gdzie ją widziałem? - pytał samego siebie.
 - Stawiam stówę, że da mi numer telefonu i buziaka - oznajmił z zadowoleniem Victor.
 Niall popatrzył na niego wzrokiem pełnym zdziwienia.
 - Znudziła ci się Ellie?
 - Była zbyt łatwa. Facet lubi polować. Osaczać kobietę. Poszaleć dla niej. Ta mi się podoba.
 Podszedł do niej.
 - Cześć. Mogę zrobić zdjęcie? Proszę się uśmiechnąć.
 Dziewczyna zgodziła się.
- Wybacz, musiałem ci zrobić zdjęcie. Znajomi nie uwierzą. Jesteś nieziemsko piękna.
- Ja tu pracuję.
- O której kończysz? Będę czekać do śmierci.
- Dziękuję, ale... Nie jestem zainteresowana.
Victor nie chciał ustąpić.
- Mówisz tak, choć się nie znamy?
- Proszę mi pozwolić pracować.
- Zaczekaj. A dasz mi całusa?
- Jak mnie pan puści.
Victor puścił ją wedle rozkazu, lecz ona nie dała mu buziaka, tylko popchnęła. Nie chciała nikogo obok siebie. Zaraz podszedł Niall do nich i klepnął przyjacielsko Victora po plecach, śmiejąc się, że mu się nie udało poderwać dziewczyny. Natychmiast poznał dziewczynę. Tak, to ona. Był tego pewien.
- Poznaję cię. To ty robiłaś mi masaż. Pani... Meg?
Lecz ona smutno obejrzała się na niego i słowem nie odezwała.
- Tak, to ja pana masowałam. I co?
- Nie mogę zapomnieć. Ramię wciąż mnie boli - oznajmił z uśmiechem Niall.
- Należało się panu. Za... brak szacunku. Przez pana mnie wyrzucili.
Niall odparł tylko cicho:
- Cieszę się.
- Antypatyczny gość - rzuciła przez zęby ze złością Meg.
A Victor, słysząc to, co mówi, rzekł:
- Odważna laleczka.
- Odważna i bezczelna - dodał Niall.
- Mam gdzieś to, co o mnie myślicie - Meg wydawała się jeszcze bardziej arogancka i odsunęła się.
- A powinnaś - znów ozwał się chłopak. - Ja też jestem klientem.
- Nie boję się pana!
A kiedy odeszła, potknęła się i mało brakowało, aby się przewróciła. To byłby prawdziwy obciach, gdyby wylądowała na ziemi. Wtem złapał ją Niall i przybliżył do siebie. Byli teraz twarzą w twarz.
Czuł coś wielkiego, nie wiedział tylko co. Patrzył się na nią wzrokiem pełnym ciepła. Ona również na niego takim wzrokiem patrzyła. Czymś takim nie obdarzył Sonię, tylko akurat ją. Tylko co to takiego było? Meg czuła się dokładnie jak królowa, ale nie chciała być łatwa. Spoliczkowała chłopaka pomimo tego, że był jej wielkim idolem.
 Meg szła teraz i nie wiedziała, co robić. Zatrzymała się w recepcji firmy i rozmyślała. Czy to był Niall? Czy może ktoś bardzo podobny do niego? Wyglądała teraz jak prawdziwa marzycielka. Ani na chwilę nie mogła o nim zapomnieć. Nie spostrzegła nawet, jak podszedł do niej jeden zastępca szefa agencji One Direction.
- Podobno spoliczkowała pani klientów.
- Tak, mogę to wyjaśnić.
Ale on spojrzał na nią ponuro, jakby sobie tego nie życzył i powiedział ostrym tonem:
- Nie ma takiej potrzeby. Proszę zwrócić uniform. Zwalniam panią.
Meg nie załamała się tak, jak przedtem. Czuła, że to wszystko przez tych dwóch, zwłaszcza przez tego Nialla. Nie była w pełni przekonana, że to on. Może ktoś inny? Stała zirytowana i zdenerwowana.

***

 Alex leżała w łóżku i czytała książkę, kiedy zza fioletowej ściany usłyszała znajomy głos i kroki mężczyzn. Była to Annette i... któż jeszcze? Wyszła z pokoju i poszła zobaczyć, co się dzieje. W pokoju gościnnym zastała przyjaciółkę i dwóch mężczyzn, którzy wnosili jakieś ogromne płaskie pudełko, zakryli taśmami nazwę rzeczy, którą przywieźli, a Alex nie wiedziała, co to jest.
- Mamy go podłączyć? - zapytał jeden z panów.
- Tak, oczywiście. Ja tego nie zrobię - zbuntowała się Annette.
- Rany! Co to?
- Cudo. Najnowszy model. Super rozdzielczość - ucieszyła się dziewczyna. - Będziemy oglądać seriale...
Alex wyrwała się z radości. Nie wiedziała, co powiedzieć.
- Naprawdę go kupiłaś?
- Piękne dziewczyny niczego nie kupują. Dostałam to od znajomego.
- Mmm, chyba bardzo cię kocha!
- Ja też umiem kochać... - odpowiedziała smutno Annette.

***

Wśród natury na ciepłym wietrze, Victor i Niall gawędzili sobie. Słońce dopisało. Pogoda było przepiękna. Róże wydały śliczny zapach. Inne kwiaty również. Oboje chcieli w takim otoczeniu rozmawiać.
- Szlag mnie trafia, jak myślę o tej małej w firmie - powiedział Niall ze śmieszkiem na twarzy.
- Tylko cię spoliczkowała - dodał z jeszcze większym śmieszkiem Victor.
- Co cię tak śmieszy? Ponoć dała ci buziaka i telefon. Pokaż.
Ale Victor nie miał czego pokazywać. Nie udało mu się zdobyć dziewczyny. Nie była taka łatwa jak Ellie. To zupełnie inna dziewczyna. Trudna do zdobycia. Będzie trzeba o nią walczyć.
- No... Ma trudną rękę. Dawno nie widziałem takiej pięknej dziewczyny. Skąd ją znasz?
- Masowała mnie.
- A, uszkodziła ci ramię!
- Cudowna kobieta.
Na to weszła Sonia. Usłyszała "cudowną kobietę" i zastanawiała się, kim ona może być.
- O kim rozmawiacie? - zapytała.
- Nikim - odrzekł Niall. - Dziewczyną, która popsuła nam podziwianie samochodu.

***

Meg wróciła i przyszła do kuchni. Łzy jej stanęły w oczach. Jej świat nagle się zawalił. Karty dobrze mówiły. Ciocia Renata miała rację. W jej życiu wydarzyła się tragedia, ojciec umarł, nie może znaleźć pracy, chłopcy złośliwie zaczepiają. To wszystko przyprawia o dreszcze. Meg napiła się soku jabłkowego i rzekła:
- Tato, jak bardzo mnie ciebie brakuje...
I nagle wyłonął się jej zza ściany nieznany chłopak.
- Cześć - powiedział. - Jestem Jake, przyjaciel Annette. A ty?
- Hej, jestem Meg.
- Jesteś tu nowa, widzę - kontynuował rozmowę chłopak. - Annette mi dzisiaj o tobie opowiadała.
- Tak? Co ci mówiła?
- Opowiedziała dlaczego tu przyjechałaś z siostrą, jak jej tam... Alex.
Rozmowa nie kleiła się. Wkrótce przystojny chłopak odszedł, a Meg rozmyślała nad swoim losem. Bardzo brakowało jej ojca. Nikt nie mógł zniwelować jej bólu po stracie ojca. A Alex? Ona dopiero przeszła! Straciła niegdyś prawdziwych rodziców, teraz przyszywanego ojca, matka gdzieś znikła... Nie, tak nie może być. Meg zaczęła tracić rozum. Nikt nie mógł zaspokoić jej tęsknoty za ojcem. Gdyby tylko można było cofnąć czas... Ale to jest niemożliwe. Trzeba sobie radzić, iść naprzód śmiało.





Rozdział I

 Słońce biegło wraz z południem i przetaczało się po błękicie nieba. Ten dzień się zapowiadał na dość słoneczny. Meg przyjechała z ojcem na dzień swoich urodzin wraz z innymi, do pięknego sadu, aby móc rozkoszować się soczystymi jabłkami. Dojrzały w pełni słońca, można zatem stwierdzić, że od razu nadawały się do spożycia.
 Gdy Meg włożyła kolejne jabłko do koszyka, odwróciła się i zobaczyła tłum ludzi, wśród których także ojca i swoją przyjaciółkę, właściwie przyszywaną siostrę, Alex. Alex przyjechała tu dawno, gdyż jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Wówczas ojciec Meg wziął Alex za swoją przyszywaną córkę, na swoją odpowiedzialność, a z Meg uczynił siostrę. Meg miała brata, ale umarł. Jej matka szybko pokochała Alex jak własne dziecko, choć widziała je zaledwie miesiąc. Dziewczyny chodziły razem do szkoły w Polsce, znają się na wylot i nie mają przed sobą żadnych tajemnic. A matka? Odeszła od ojca już kilka lat temu. Zdradziła go i wyjechała na dzień do Leeds. A kiedy wróciła do Menchesteru, nie zastała swoich córek ani byłego męża. Córki zapomniały pewnie jej twarz, jej imię, nie chciały jej po prostu znać, kiedy zobaczyły, że matka po prostu zniknęła. Do Londynu niedawno przyjechały jej inne przyjaciółki z dawnej klasy Meg i Alex. One też zmieniły imiona i nazwiska na angielskie.
 I oto teraz na łonie natury, Meg świętowała swoje 20 urodziny. Zaśpiewano jej "Sto lat", złożono też życzenia. Inni mężczyźni mówili, że z Meg fajna dziewczyna, ale trochę niedotykalska.
 W końcu do niej podszedł ojciec. Podarował jej medalik z krzyżykiem. To tak, by zaufała Bogu.
 - Przepraszam, że nie złoty. Ale prosto od mojego serca.
 - Złoty nie byłby tak wspaniały. Dziękuję! - ucieszyła się Meg i rzuciła ojcu w ramiona.
 - Ty wiesz, że jak mnie nie będzie na tym świecie, będziesz miała co robić. Jesteś dobrą córką.
 - A ty dobrym ojcem - powiedziała Meg.
 Ojciec skinął przecząco głową.
 - Nie. Nie jestem, nie byłem.
 - Dlaczego?
 - Ty i twoja przyszywana siostra Alex, macie prawo coś wiedzieć. Wasza mama...
 - Mama to przeszłość - przerwała mu Meg. Po czym dodała przez zaciśnięte zęby: - Zdradziła cię dla kogoś innego. Odeszła kilka lat temu, porzuciła nas. Nie chcę jej znać.
                                                                            ***
 Tymczasem w Londynie Niall odebrał nagrodę za jednego z najbardziej utalentowanych arystów. Był tam ze swoją dziewczyną, Sonią. Jej rodzice, Anna i James, byli arystokratami, bogaci. James był dobrym człowiekiem, miał wszystko czego pragnął, jednak niewiele szczęścia w miłości. Kiedyś kochał bardzo swoją dawną miłość - Jessie. Niestety, stracił rozum i poślubił Annę. Po wielu latach dopiero przekonał się, że jest ona złym człowiekiem. Jest już w podeszłym wieku, ma 70 lat, a Anna 56. Razem wychowują 26-letniego syna, Victora i 24-letnią Sonię. Victor ma dziewczynę, Ellie. Jest przyjacielem Nialla. Victor też nie należy do osób godnych i dobrych. Bowiem w życiu uczynił wiele złego. W domu Harlów wszędzie była jakaś praca, a aby nie tracić czasu, wynajmowano służące - one też za wykonywaną pracę otrzymywały wysoką pensję. Niektóre z nich podejrzewały, że w lekach, które Anna podaje James'owi są substancje zabójcze. Była to prawda, albowiem Anna chciała się pozbyć męża, żeby po nim odziedziczyć majątek. Udawała przed nim jednak, że go bardzo kocha. Służki które uważały, iż Anna chce zabić James'a były bezpowrotnie usuwane z pracy służących. Na przykład Hanna.
 - Jak śmiesz mówić, że leki, które kazałam podawać mojemu mężowi, nie pomagają, ale zabijają?! - wrzasnęła Anna.
 - To prawda. Ja obserwuję to od dłuższego czasu i wiem to, co wiem.
 - To źle wiesz.
 - Nie. Podam panią do sądu, pani Anno. Każe mi pani podawać te leki mężowi, aby potem zwalić na mnie.
 I Hannah wyszła. A kiedy wracała do domu, Anna podążyła z nią i ją dźgnęła nożem.
 - Nie będziesz podawać mnie do żadnego sądu. I tak już nie żyjesz. Twoja strata.
 Anna wróciła do domu. Mężowi i wszystkim tłumaczyła, że Hannah sama odeszła z tej pracy, że znalazła sobie nową. James podejrzewał, że nagłe zniknięcie Hannah było sprawką Anny. Jednak nic się nie odezwał. Anna chciała tylko jego śmierci i jego majątku. Nie dbała o swoją duszę. Nie dbała o to, co robi. Żyła w materializmie. Miała jeszcze jedną służącą, Sarę, o 3 lata od siebie młodszą, która nie zachowywała się jak Hannah, lecz wykonywała wszystkie jej rozkazy.
 Była to kobieta o kasztanowych włosach i tak samo kasztanowych oczach. Nosiła fartuszek w białą koszulę ze złotym guziczkiem na szyi, a na niej ciemnożółtą cienką kamizelkę. W swoim życiu wykonała jedną nieprawość, bowiem poddając się Annie, ukradła dziecko Jessie, a wmówiła z Anną, że umarło. Jessie, dawna miłość James'a, była pewna, że słyszała płacz dziecka. Jednak to wydarzyło się dawno temu, teraz Jessie pozostały wspomnienia po stracie córki. Córka została wzięta do Anny i James'a, nadano jej imię Sonia. James ani Jessie o tym nie wiedzą.
 Przyszła Sara do salonu i poinformowała Annę:
 - Kolacja czeka w jadalni. Przyszedł pani pieszczoszek, Victor.
 Victor, mężczyzna o czarnych, złowrogich oczach, i pofalowanych krótkich włosach, z małą brodą na twarzy, ciągnącą się od policzków do ucha, stanął przed matką i uśmiechnął się i pocałował ją.
 - Jak się czuje moja kochana piękna mama?
 - Witaj! Saro, gdzie Sonia?
 - Nie przyjedzie dzisiaj. Świętuje z panem Niallem jego nagrodę.
 - Więc podaj do stołu, jeśli jeszcze nie skończyłaś. Zjem z moim pieszczoszkiem.
 I dotknęła twarzy syna, uśmiechając się.
 - Jak tam w pracy? - zapytała.
 - Dobrze - odparł Victor. - Nowi klienci potwierdzili spotkania.
 - Wspaniała wiadomość - ucieszyła się Anna. - Nie rozmawialiśmy o nagrodzie Nialla.
 - Spadło na mnie jak bomba.
 - Na mnie też. Ale przyniesie nam wiele korzyści.
 Victor położył teczkę na sofie i usiadł obok, przypatrując się mamie.
 - Masz rację. Dzięki jego talentowi wszyscy mówią o agencji One Direction. Przecież ją założyliśmy razem. Oni i my. Od dziś możemy żądać więcej za nasze usługi.
 - Doskonale - Anna ucieszyła się na kolejną dobrą informację od syna.
 Odkąd adwokat oznajmił, że przebieg rozwodu z James'em może wypaść lepiej, niż zwykle, Anna była bardziej uradowana, niż kiedykolwiek.
     ***
 Meg wsiadała do autobusu nocą wraz z tatą i siostrą, Alex. Przed momentem kuzynka jej taty, ciocia Renata, wywróżyła jej z kart, że w jej życiu stanie się tragedia. Meg wystraszyła się. "A jeśli to prawda?" - myślała.
 - Na wszelki wypadek się nie martw - poradziła jej ciocia Renata.
 Teraz jechały w autobusie do w drodze do Londynu.
 Tata i Meg spali obok siebie w fotelach, a Alex siedziała sama, gdy nagle obok niej usiadł Louis, który wracał właśnie z podróży, do Londynu.
 - Zaklepałaś mi miejse - powiedział łagodnym głosem.
 - Niczego nie zaklepałam. Proszę usiąść.
 - Dzięki.
 Alex patrzyła się na niego wzrokiem łagodnym, pełnym czułości. Louis nie wiedział, o co jej chodzi.
 - Chcesz wiedzieć, jak się nazywam? Jestem Louis Tomlinson, może o mnie słyszałaś?
 - Tak, tak, wielokrotnie. Jestem pana fanką.
 - Masz jakieś pytania albo wątpliwości? Oto służę. Mów mi Louis.
 Meg uważnie obserwowała ich, aby mieć na baczności to, co się może stać. Jednak chciała dać szczęścia siostrze. Może właśnie siedzi obok niej? I myślała również o sobie. To, o czym mówiła jej ciocia Renata: "W twoim życiu wydarzy się tragedia. Dzięki niej poznasz mężczyznę swojego życia. Zgotuje ci niebo i piekło".
 Minęło kilka godzin. Wstał nowy świt.
 - Tato, obudź się - rzekła Alex. - Dotarliśmy do Londynu. - Spójrz, jakie piękne miasto!
 Wysiedli i poszli do pensjonatu, w którym była Jessie. Ojciec przedstawił swoje córki Jessie. Odtąd będą tu mieszkały. Renata się przyjaźniła z Jessie. Bardzo dużo jej o nich opowiadała. Jessie pokazała im pokój, w którym będą spać, a także inne pokoje.
 - Pani... Jessie, ktoś potrzebuje pracownicy? Już dziś będę szukać pracy.
 Była w zakładzie kosmetycznym, była w sklepie z odzieżą, była po prostu wszędzie. Nadal nie mogła znaleźć dogodnej pracy.
 Alex prosiła ojca, aby zabrał ją ze sobą na jakąś konferencję, na którą poszedł, lecz on rzekł, że to jest prywatne spotkanie. Alex zasmuciła się. A chciała być przydatna. Kiedy zawróciła w kierunku domu, spotkała Annette, dawną przyjaciółkę ze szkolnych lat.
 - Alex? To ty? Co ty tu robisz?
 - Przyjechałam z siostrą, Meg i ojcem.
 Annette spojrzała na nią swoimi niebieskimi, w kolorze głębokiego morza, oczami i powiedziała smutno, jakby przypominając sobie coś smutnego:
 - Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że straciłaś rodziców i jesteś siostrą Meg. To tak, jakbyś miała zupełnie dwa inne życia!
 - Wiem. A poza tym... Mama Meg odeszła kilka lat temu. To też bardzo trudne. Pamiętasz, jej tata wziął mnie na swoją odpowiedzialność. Odtąd należę do jej rodziny.
 - Aha. A ja przyjechałam tu niedawno. Jestem ekonomistką. Właściwie kończę szybkie studia na pierwszym wydziale ekonomii. Będę pracować w banku, załatwiać formalności... Słyszałam, że ty jesteś aktorką. A dlaczego tu przyjechałaś?
 - Też chciałabym to wiedzieć. Tata chciał, to i przyjechałyśmy. Chce nam coś przekazać.

 ***
 - Niall? - zadzwoniła Sabrina do Nialla, który jechał czerwonym autem do firmy. - Mam dobre wieści. Udało mi się skontaktować z tym właścicielem sadu. Podobne nazwisko do dziewczyny, która wymyśliła Stogan.
 - Super! Jak się nazywa? Gdzie mieszka?
 - W tym problem. Wyjechała z wioski. Nie podała adresu.
 - Szkoda. Chciałem z nią pomówić.
 Do Anny tymczasem podbiegła Sara.
 - Dostaliśmy złą wiadomość!
 - Chodzi o moje dzieci?! - przestraszyła się Anna.
 - Nie. Podobno ktoś w nocy zobaczył ciało tej służącej, która podawała leki pani mężowi.
 Anna nie patrzyła na nią. Przypomniała sobie, jak szła za Hannah i ją dźgnęła nożem. Jednak, aby nie wzbudzić podejrzeń u Sary, zrobiła przykrą minę. W gruncie rzeczy nie przejęła się tą sprawą. Nikt nie ma dowodów na to, że to ona ją zabiła.
 
***
 Alex i Annette piły właśnie kawę, gdy do domu weszła Meg.
 - Meg! Cześć! Jak cię długo nie widziałam! - krzyknęła Annette i się przytuliły.
 Trochę rozmawiały. Meg usiadła na fotelu załamana i zaczęła trzymać się za głowę.
 - Co się stało?
 - Nigdzie nie mogę znaleźć pracy. Jest ciężko.
 - Och, Meg! - westchnęła Alex.
 - Kiedy tu przyjechałam, miałam załatwić sobie przyszłą pracę w banku w Polsce, ale w Anglii czuję się lepiej. Choć rodzina i znajomi pozostali w Polsce, tutaj mam innych przyjaciół, ciebie, Alex, Avril, Justine... Nawet Elody!
- Co? One tu są?! - krzyknęła Alex szczęśliwa, że zastanie w Londynie stare przyjaciółki.
- No, a jak! Przyjechały. Wiem, że to zbieg okoliczności... Ale widocznie praca w Anglii posłuży im nie tylko do rozwiązywania swoich interesów, lecz także do kontynuowania dawnych znajomości.
Annette zakręciła swoje delikatne fale za ramię i zadowolona, że mogła udzielić przyjaciółkom takiej informacji, uśmiechnęła się.
 Meg wytrzeszczyła na nią oczy ze zdumienia i z radości. Nie mogła uwierzyć w to, co dawna przyjaciółka mówi jej osobiście.
 - Serio?!
 - Tak. Moja znajoma chciała pracować jako masażystka. Niestety, odwidziało się jej. Możesz pójść za nią. Ona tam nie będzie pracować. Możesz iść ze mną, pokażę ci, gdzie to jest, niedaleko. Płacą niewiele, ale napiwki są całkiem wysokie. Mam akurat bardzo długi urlop, mnóstwo czasu.
 Meg rzuciła się jej na szyję. Była wdzięczna przyjaciółce, że zaoferowała jej pracę. Dla Meg zarobki się nie liczyły, lecz to, aby w ogóle mieć pracę.
 Kiedy znalazły się na miejscu, Meg zaczęła pracę. Jednak nikt nie mógł się zgodzić na masaż. Aż wreszcie udało się jej zdobyć jednego: Nialla Horana! Rozmawiał właśnie przez telefon, ale udało się dziewczynie nakłonić go na pięć minut masażu. Ale Meg nie wychodził masaż, Niall nazwał ją wariatką. Podeszła do niej właścicielka masażu pod parasolami i powiedziała, że zwalnia ją. Zrozpaczona Meg nie mogła teraz już nic zrobić. Nawet Annette jej nie przekonała. Meg odeszła. A kiedy wracała, zobaczyła znowu Nialla obok Sonii. Miała mu za złe to, jak ją nazwał. Niall również się na nią patrzył.
 Jakiś czas potem wrócił tata. Córki się o niego martwiły. Ale nic mu się nie stało. Był jedynie w kościele się wyspowiadać, żałować za grzechy. Kiedy Alex odeszła, oznajmił Meg:
 - Jutro pójdziesz ze mną.
 - Dokąd?
 - Tam, gdzie byłem dzisiaj. Pamiętasz, jak kiedyś ci mówiłem, że poznasz powód wyjazdu z Leeds?
 - Tak...V
 - Dowiesz się jutro po południu.
***
  Następnego ranka Niall pożyczył swoje nowe, wxpasione auto Victorowi. Dzisiaj mieli z Sonią, Victorem i Ellie popłynąć rejsem. Świętowali sukces Nialla, wypili alkohol, pogadali, pośmiali się. Victorowi od razu spodobało się nowe auto Nialla. Musiał się nim natychmiast przejechać. Przecież takiej okazji nie mogło się zmarnować. Fakt, że prowadził po pijanemu, ale Victora wcale to nie obchodziła. Teraz liczyła się dla niego tylko przyjemność.
 Natomiast Meg i jej tata szli zieloną alejką tam, gdzie mieli iść. Słońce przygrzewało łagodnie. Wiatr powiewał lekko. Był to naprawdę uroczy wspaniały dzień. Ojciec rzekł do Meg:
 - Chcę cię o coś prosić. Ani na chwilę nie zapominaj, że ty i twoja siostra Alex jesteście dla mnie najważniejsze. Kocham was bardziej niż siebie. Cokolwiek by się stało, nie przestanę was kochać.
 Meg zmartwiła się. Przestraszyła. Co tata miał na myśli?
 - Co się dzieje? - zapytała.
 - Nic.
 I ledwie wypowiedział to słowo, obrócił się tyłem do ulicy, gdy nagle zza rogu wyjechał czerwony samochód, potrąciwszy tatę Meg. Ojciec upadł na ziemię i się nie ruszał.
 - Ratunku! Na pomoc! Tato! Ratunku!
 Auto odjechało. Meg została sama na pastwę losu.